mgr Marcin Jaroszewski

Na początek zasłyszana opowiastka:
Pewna matka zastała dwie córki kłócące się o pomarańczę. Jako że w żaden sposób nie mogły dojść do zgody poprosiły matkę o rozstrzygnięcie sporu. Co zrobiła sprawiedliwa kobieta? … Nie, nie podzieliła pomarańczy na dwie równe części. Co zatem? Zapytała córki czego właściwie chcą. Pierwsza miała ochotę na smaczny miąższ, druga jak się okazało piekła ciasto i potrzebowała aromatycznych skórek. Obie dostały w całości to czego potrzebowały.

Zobaczmy jak to opowiadanie ma się do mediacji. Pierwsza rzecz to oczywiście problem sporu. Przyjmuje się, że w społecznym wymiarze relacji ludzkich konflikt jest nieunikniony. Jest on prostą konsekwencją różnych poglądów, interesów i potrzeb. Więc jako taki nie jest niczym niezwykłym. Inaczej wygląda sprawa rozwiązywania tychże konfliktów. Przyjmijmy, że jednym z kryteriów podziału sposobów rozstrzygania sporów jest użycie, bądź brak użycia siły. Wiadomo, że siła jest „argumentem” silniejszego, który okazuje się „zwycięzcą”, drugiej stronie pozostaje jedynie miejsce „pokonanego”. Pokojowe rozstrzyganie konfliktu opiera się na przekonaniu, że dwie strony mając swoje racje zasługują na równe prawo do satysfakcji z rozstrzygnięcia. Nie wybiegajmy tu jednak zbyt daleko. Póki co wracając do opowiadania podkreślmy pierwsze spostrzeżenie: Konflikt jest zjawiskiem powszechnym i dotyczy przynajmniej dwóch stron, które nie mogą w jednym czasie zrealizować swoich interesów, jak w przypadku sióstr kłócących się o jedną pomarańczę. Kolejną kwestią jest problem eskalacji konfliktu czyli pogłębienia się sporu z towarzyszącym temu zwykle pogarszającym się drastycznie klimatem emocjonalnym (nie służącym bynajmniej poszukiwaniu rozwiązania). Zasada jest dość prosta, w myśl teorii im bardziej nie mogę czegoś mi potrzebnego zrealizować tym bardziej jestem zły. Sytuacja konfliktu stanowi zatem doskonałą pożywkę dla kiełkującej, rozwijającej się bujnie i czasem dramatycznie owocującej agresji. Tu w opowiadaniu pojawia się matka jako „osoba z zewnątrz”, nie uwikłana w konflikt, bezstronna. Dalsze losy zażegnania narastającego sporu wiążą się z jej osobą. Spodziewamy się rozstrzygnięcia z pomocą… sędziego. To właśnie do arbitra należy wydanie wyroku, zewnętrznego rozstrzygnięcia, które ma pogodzić obie strony. Jest w tym jednak pewne nie nazwane głośno założenie: potrzeba sądu, bo zwaśnione strony nie są w stanie rozwiązać sporu same. Czasem faktycznie tak bywa. Nie jest to jednak reguła. Alternatywą jest pomoc osoby z zewnątrz w tym aby osoby toczące spór dogadały się o ile to możliwe same. Dlaczego? Ponieważ nikt poza zainteresowanymi nie zna faktycznych potrzeb stanowiących podstawę konfliktu. Rozstrzygnięcie arbitralne jest przy najlepszych intencjach obciążone „zewnętrznością” czyli brakiem dokładnego rozeznania w czasem bardzo subtelnych indywidualnych kwestiach. Matka w przytoczonej historii nie wydaje wyroku dzieląc sprawiedliwie pomarańczę między dwie pokłócone siostry. Szuka interesów obu stron. Okazuje się, że ich odnalezienie rozwiązuje sytuację w zaskakujący sposób. Dwie siostry są w pełni usatysfakcjonowane z podziału jednej pomarańczy. To nie jest wbrew pozorom tradycyjny kompromis, to nowa, wypracowana wspólnie jakość. Kompromis zakłada rozwiązanie, które godzi dwie strony ale też zmusza obie do większych czy mniejszych ustępstw – czyli „strat”. Konstruktywne rozwiązanie sporu może zaoferować coś więcej – wspólne zrealizowanie początkowo sprzecznych interesów (oczywiście o ile to jest potencjalnie możliwe). Uporządkujmy teraz poruszone sprawy w próbie krótkiego opisu mediacji.

Mediacja zatem jest sposobem rozwiązywania sporu. Jedną z podstawowych zasad konstytuujących mediację jest równorzędność obu stron konfliktu. Dalej, mediacja jest alternatywą dla „rozprawy i rozstrzygającego wyroku”. Nikt nie będzie dbał bardziej o satysfakcjonujące rozstrzygnięcie jak właśnie zainteresowani. Ponadto dopuszczane jest jedynie rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony. Rozwiązanie jest zatem wypracowanym owocem, nie narzuconym rozstrzygnięciem. Trudno jednak taki ideał realizować samemu jeśli w grę wchodzą emocje, które czasem nie pozwalają na trzeźwe myślenie. Tu pojawia się osoba mediatora. Ten jest bezstronny, nie narzuca rozwiązań. Zatem co właściwie robi w sporze? Otóż dba o przestrzeganie ustalonych zasad niezbędnych do konstruktywnego poszukiwania rozwiązań. Droga do zgody bywa czasem długa i wyboista. Polega w dużej części na poszukiwaniu podstawowych interesów i potrzeb, które dopiero nazwane można przekształcić w propozycje stanowiące materiał do negocjowania. Założeniem mediacji jest wspomniane już kilkukrotnie wspólne – obustronne, poszukiwanie trwałego rozwiązania, z którego zadowolone mogą być dwie strony sporu. Zaskakujące bywają rozstrzygnięcia spraw, które początkowo wydają się nie do przeskoczenia.

Jak mediacje mają się do pracy psychologa? Oczywiście psycholog posiadając odpowiednie przygotowanie może pracować jako mediator sądowy ale mówimy tu o kontekście poradni. Podobieństwo jednak między salą rozpraw a gabinetem psychologa bywa czasem uderzające. „Proszę powiedzieć, czy nie mam racji?”, „Ktoś w końcu musi przemówić mu do rozsądku!”, „Mnie to już nie, ale pana na pewno się posłucha!”. Role oskarżonego i oskarżającego są już obsadzone, psychologowi pozostaje osądzać. Jest na szczęście jeszcze jedna możliwość – mediowanie. Zakładając, że zgłaszany problem jest w swojej istocie konfliktem, i że toczące spór osoby są zdrowe, to znaczy potencjalnie zdolne do samodzielnego poszukiwania rozwiązań, dlaczego nie zastosować mediacji. Psycholog w tym momencie będąc osobą bezstronną, dbającą o pokojowy przebieg spotkania może ułatwiać zwaśnionym stronom konstruktywne poszukiwanie najlepszych rozwiązań. Rozwiązania te są o tyle cenne, że są owocem wspólnej pracy i dowodzą, że mimo widocznych różnic są też wspólne potrzeby a ponadto pokłóconym ciągle zależy na zgodzie, czyli ciągle są dla siebie ważni.